Synaj

Synaj – należący do Egiptu półwysep, miejsce uznawane za święte przez wyznawców trzech największych religii świata, granica dwóch kontynentów, otoczony wodami Morza Śródziemnego, Morza Czerwonego, Zatoki Sueskiej i Zatoki Akaba. Kraina, mogąca się poszczycić historią sięgającą czasów biblijnych. Wydarzenia mające miejsce na tych terenach zostały opisane w księgach: Exodus, Liczb, Kapłańskiej, Powtórzonego Prawa, Wyjścia, Jozuego i Rut.
Tutaj, według przekazów Bóg objawił się Mojżeszowi i nakazał wyprowadzenie Izraelitów z egipskiej niewoli. Tu, podczas wielkiego exodusu rozstąpiły się wody Morza Czerwonego.

Góra Synaj wysoka na 2285 m n.p.m. była świadkiem przekazania dziesięciu przykazań. Na jej szczyt prowadzą dzisiaj dwie ścieżki: Ścieżka Paschy i licząca 3750 kamiennych stopni Ścieżka Mojżesza zwana też Schodami Pokutnymi, wykuta według legendy w VI w ne przez pewnego mnicha, który w ten sposób odpokutował za swoje zbrodnie. Wspinanie się po nich jest trudne, ponieważ niektóre ze stopni mają nawet metr wysokości.

Najwyższym szczytem Synaju jest Góra Świętej Katarzyny (2629 m n.p.m.) U jej stóp został zbudowany najstarszy z dziś istniejących klasztorów chrześcijańskich, Klasztor Świętej Katarzyny, którego początki sięgają 337 roku n.e.
Według legendy został wzniesiony w miejscu, gdzie Bóg objawił się Mojżeszowi pod postacią gorejącego krzewu. W zaciszu dziedzińca klasztornego do dzisiaj rośnie utożsamiany z tym wydarzeniem wiecznie zielony krzew, którego próżno szukać w innych miejscach na Synaju. Nie powiodły się żadne próby przeszczepienia go.
Tutaj też znajduje się studnia przy której Mojżesz spotkał siedem córek Jetro i wybrał spośród nich swoją żonę Seforę.
Podczas pobytu w Dahab można wykupić wycieczkę w to historyczne miejsce. Polecam!

Od czasów starożytnych (ok 6 tys lat pne) Synaj podlegał Egiptowi i był rządzony przez faraonów. Od około 600 r.pne Egipt przechodził kolejno w ręce Asyryjczyków, Persów, Greków, Rzymian i Bizancjum. W tym czasie religia i kultura faraońska została zlikwidowana i wiodącą rolę przejął chrześcijański kościół koptyjski. Od roku 600 ne władzę w Egipcie zdobyli Arabowie i został wprowadzony Islam.

Dahab

Dahab znaczy „złoto”. Położona pomiędzy wysokimi górami koloru miedzi i ochry, złocistą pustynią i błękitnymi falami Morza Czerwonego maleńka beduińska wioska została odkryta przez przybywających na Synaj hipisów w latach 60 XX wieku. Od razu pokochali oni tą małą mieścinę i na zawsze pozostawili na niej swoje kolorowe, rozśpiewane piętno. Obecnie jest to jedno z najbardziej kosmopolitycznych miast w Egipcie. Swoisty tygiel kultur, religii i narodowości. Od lat 90 miejsce to pokochali również nurkowie, freediverzy i surferzy, zjeżdżając się tutaj przez cały rok z najdalszych zakątków świata.

Właśnie tutaj w pierwszy tydzień wakacji wybraliśmy się z grupą śmiałków, którzy nie przestraszyli się wysokich temperatur. Po przybyciu na miejsce okazało się że owszem, jest gorąco, jednak wiatr od morza powoduje, że nie odczuwa się tego i jest bardzo przyjemnie.

Przez całą długość miasta wzdłuż brzegu prowadzi wyłożony kostką nadmorski deptak, po jednej stronie usiany klimatycznymi, kolorowymi knajpkami gdzie serwowane są potrawy kuchni z całego świata, z drugiej strony przytulonymi do siebie małymi hotelikami, kramami z pamiątkami, ziołami, kosmetykami i rękodziełem, kawiarenkami oraz bazami nurkowymi.

Wychodząc na miasto napotkamy całą masę sklepów i knajpek, uliczki otoczone są niską, jednorodzinną zabudową, ogrody osłonięte wysokimi murami, zza których wyglądają palmy i zielone krzewy. Po ulicach pomiędzy jadącymi wolno samochodami włóczą się watahy bezpańskich psów i duże stada kolorowych, kudłatych kóz.
Kozy to ekologiczne ekipy sprzątające w Dahabie. Jedzą wszystko co kiedykolwiek było organiczne, papier, stare szmaty, sznurki i oczywiście resztki spożywcze. W zamian dają pyszne i zdrowe mleko. Czysty zysk 🙂

Za to deptak jest „kontrolowany” przez istną kocią mafię. W każdej knajpce, hotelu, bazie nurkowej czy śmietniku kręcą się bandy przepięknych kotów, różnej maści i wielkości. Przychodzą do turystów siedzących przy stolikach, proszą o resztki z talerza i układają się do snu na restauracyjnych poduszkach. Głaskane odwdzięczają się kocim mruczeniem i miękkością futerka pod palcami.
Nikomu tutaj nie przeszkadzają mieszkające wśród ludzi zwierzęta. Niejednokrotnie widziałam śpiącego spokojnie na deptaku bezpańskiego psa, omijanego przez pieszych i rowerzystów. Koty nie są przeganiane jeśli któryś z restauracyjnych gości o to nie poprosi. Kierowcy jadący ulicami uważają na psy i kozy.

Kolejną ciekawostką są pracujące od małego dzieci beduińskie. Już czterolatki zaczepiają turystów pokazując wykonane przez siebie z włóczki kolorowe bransoletki i zachęcając do zakupu: „buy one, buy one!”. To nie jest konieczność spowodowana biedą tylko kultura beduińska, nakazująca poszanowanie pracy od najmłodszych lat.
Latem jest bardzo gorąco. Temperatury sięgają nawet 40 stopni. Ulice ożywiają się dopiero po zachodzie słońca. Na deptaku, wzdłuż morza spacerują tłumy ludzi, wszystkie knajpki pełne są gości, wokół rozbrzmiewa gwar rozmów w wielu językach, dzieci śmigają na rowerach, wszędzie słychać muzykę i śmiech.

Całą nasza grupa liczyła 16 osób, więc tydzień zapowiadał się bardzo wesoło. Najmłodszym z naszych nurków był Maks, ośmiolatek, który w czasie pobytu robił kurs Scuba Scout. Kolejną grupą byli Karolina, Milena, Igor i Filip, grupa z uprawnieniami Junior Open Water Diver, pozwalającymi na nurkowania do głębokości 10 metrów. Następnie grupa Open Water Divers, to Wojtek, Marcin i Ziemek, którzy w trakcie tego tygodnia oprócz rekreacji podnosili swoje uprawnienia i umiejętności, robiąc kolejne kursy. No i oczywiście grupa zaawansowana czyli Kasia, Olo, Kuba i Olaf, nurkująca do głębokości 30 – 40 m. Przy takiej kombinacji grup potrzebowaliśmy aż trzech przewodników. W trakcie wielu wcześniejszych pobytów, nasze zaufanie i uznanie zdobyli Ahmed Abdallah i Mohamed Rabee. Zrobiliśmy z nimi setki fantastycznych nurkowań i mamy zaufanie do ich wiedzy i umiejętności. Już planując wyjazd na początku roku pytałam czy istnieje możliwość zabookowania ich asysty. Polecam obu panów! Trzecim przewodnikiem, z którym dotychczas nie współpracowaliśmy jest Zizo. Okazuje się równie świetny. Ahmed zajmie się grupą zaawansowaną, Zizo z Przemkiem gupą OWD, Rebee i ja weźmiemy pod opiekę grupę Juniorów i Maksa.

Po dotarciu do hotelu mamy czas na rozpakowanie walizek i odpoczynek. Wieczorem wybieramy się coś zjeść. Na całym deptaku przy hotelu rozlokowały się klimatyczne restauracje. W trzech z nich bardzo chętnie spędzamy czas. Najczęstszymi gośćmi jesteśmy w Blue Hole. Obsługa wita nas jak dawno nie widzianych przyjaciół. „Welcome home Anna!” Rzeczywiście, czuję się jakby Dahab był moim drugim domem. Kocham to miejsce. Rozsiadamy się całą grupą na wyłożonych poduszkami, wygodnych siedziskach przy niskich owiewanych wiatrakami stolikach. Na stół zawsze pierwsze wjeżdżają „czekadełka”. Egipski chlebek w postaci gorących placków i sosy w glinianych miseczkach, hummus, mutabbal, baba ghanoush, paprykowy serek z czosnkiem i pieczony bakłażan. Tradycyjnie dodatki nabieramy chlebem. Do picia zamawiamy zimne egipskie piwo Stella. Fantastycznie gasi pragnienie w taką gorącą noc. Zamawiamy owoce morza, koftę, zupę rybną, tradycyjną egipską zupę Molokheia i kurczaka. Wszystko jest pięknie podane i pyszne. Na deser można zamówić smażone banany z lodami, sałatkę owocową lub ciasto czekoladowe. Po jedzeniu czas na sziszę i bedouin tea czyli tradycyjną beduińską herbatę z miętą i ziołami.
Po kolacji, zmęczeni, idziemy spać. Jutro pierwszy dzień nurkowy.

Tydzień 1 – rec

3 lipca 2022 – Lighthouse

Wstajemy o ósmej. Mamy czas na spokojne śniadanie na dachu Planet Oasis. Podczas jedzenia mamy widok na morze i Dahab. Słońce prześwituje przez ażurową osłonę a morska bryza rozwiewa nam włosy. Pomysł na śniadanie godny nagrody Nobla! Po takim początku dnia może być już tylko piękniej i bardziej fascynująco! Obsługa wita nas serdecznie. Zamawiamy omlety, jajecznicę lub jajka sadzone. Reszta frykasów jest rozstawiona w formie szwedzkiego stołu. Świeże warzywa i owoce, pieczone ziemniaki, budynie, ciasta, miód, jogurt i inne smakołyki z pewnością pozwolą nasycić się przed nurkowym dniem. Po śniadaniu jeszcze czas na kawę i o 9.00 spotykamy się z naszymi przewodnikami nurkowymi w bazie. Nasze pierwsze nurkowania zaplanowaliśmy na Lighthouse.

Jest to miejsce dość często niedoceniane. To tutaj wszystkie grupy nurkowe robią swój check dive. Sprawdzamy pływalność i wyważenie, nasi przewodnicy oceniają umiejętności osób, z którymi będą nurkować przez najbliższe dni. Muszą poznać grupę, którą będą się opiekowali pod wodą.
Ubieramy się w sprzęt w bazie nurkowej, tuż obok hotelu po czym przechodzimy przez deptak i knajpkę prosto do wody.
Zanurzamy się pośród kąpiących się turystów. Pod wodą ściele się opadające łagodnie dno pokryte białym piaskiem. Trochę kamieni, żwir, nieliczne ciekawskie ryby kręcą się wokół nóg stojących w wodzie ludzi. No dobrze. No i co dalej? Gdzie te egipskie ogrody?
Troszkę cierpliwości.

Płyniemy lekko w dół i w prawo. Mniej więcej na głębokości 3 metrów dno zaczyna opadać troszkę szybciej. Wpływamy nad obszar porośnięty zieloną krótką morską trawą. Czasami można tam spotkać pasące się żółwie. Tym razem nie mamy tyle szczęścia. W toni pojawia się coraz więcej ryb. Kiedyś niedaleko brzegu napotkałam gigantyczną ławicę glassfishy, tak dużą, że jak chmura przesłoniła nam światło słoneczne. Teraz też jest ich sporo, jednak nie aż tyle. Pływa tu bardzo dużo biało-srebrzystych fistułek, niektóre z nich osiągają spore rozmiary. Ich długość może sięgać nawet 1,5 metra. Przy dnie, na maleńkich koralowcach żerują kolorowe papugoryby, parami pływają eleganckie ustniczki charakteryzujące się płaskim ciałem i wysuniętym do przodu pyszczkiem. Po osiągnięciu głębokości około 10 metrów docieramy do podwodnego toru przeszkód, zbudowanego tutaj specjalnie dla uczących się pływalności nurków. Zawieszone w toni koła, kwadraty i trójkąty, drabinki układające się w coraz bardziej skomplikowane kształty stanowią wyzwanie dla osób początkujących. Tutaj mamy dla Was małe zadanie. Kto przepłynie całość, nie dotykając żadnej obręczy? To fajna zabawa zarówno dla dorosłych jak i dla najmłodszych adeptów nurkowania. Nasze starania  obserwują ciekawskie ryby. Dla nich to „pikuś” 🙂

Niżej rozstawione są rzeźby wykonane z najróżniejszych przedmiotów. Najbardziej znany jest słoń, który został zrobiony ze złomu, znalezionego na dnie laguny podczas akcji sprzątania świata. Jest wielki! Osiąga miarę prawdziwego słonia. Rzeźby te pomaleńku zarastają koralowcami.

Po zwiedzeniu tej podwodnej galerii wypłycamy się lekko, płynąc cały czas w prawą stronę. Po chwili odnajdujemy pierwsze skupiska koralowców. Jak pięknie! Bardzo płytko, tuż przy brzegu, rozciąga się śliczna rafa koralowa, dostępna do oglądania zarówno przez nurków jak i osób pływających po powierzchni, jedynie z maską i fajką. Światło słoneczne nie traci barw na tej głębokości, wydobywając pełną gamę kolorów koralowców i ryb.

Po półtoragodzinnej przerwie robimy drugie nurkowanie. Tym razem płyniemy w lewo. Schodzimy do wody w tym samym miejscu. Pod nami piasek i niestety od czasu do czasu jakiś śmieć. Na szczęście w miejscach, gdzie pojawiają się nurkowie nikt nie pozwala leżeć im na dnie zbyt długo. Zabieramy walające się pod wodą śmieci ze sobą i wychodząc z wody wyrzucamy do pojemników na odpady.
Przykro to pisać, ale zawsze w miejscach, gdzie kąpią się turyści, na dnie znajdujemy plastikowe butelki, szmaty, plastry, foliowe opakowania i tym podobne „skarby”. Świadomość ekologiczna ludzi kończy się na granicy pola widzenia…

Po kilku minutach spokojnego płynięcia docieramy do miejsca, gdzie piasek przechodzi w jednolitą ścianę rafy koralowej. To miejsce odpowiednie dla nurków o różnych uprawnieniach i umiejętnościach. Często widuje się tutaj divemasterów lub instruktorów prowadzących pod wodą osoby, które po raz pierwszy zdecydowały się spróbować nurkowania. Taka przygoda często zmienia nasze spojrzenie na ten rodzaj sportu. Wiem coś o tym. Moja nurkowa przygoda również rozpoczęła się od tzw. intro. No i się zakochałam w podwodnym świecie…

Rekordy

Mogłoby się wydawać, że Lighthouse nie będzie się miał czym pochwalić. Przecież jest przede wszystkim miejscem do „taplania” dla nurków początkujących i kąpiących się turystów. Otóż wyobraźcie sobie że zostało tutaj wykonane najdłuższe nurkowanie, wpisane do Księgi Rekordów Guinnesa. W listopadzie 2020 roku Saddam Killany pozostawał pod wodą przez 145 godzin i 30 minut, w tym czasie śpiąc, jedząc, pijąc, załatwiając wszystkie potrzeby fizjologiczne i grając w szachy dla zabicia czasu. Podczas snu konieczna była maska pełnotwarzowa która pozwalała Saddamowi na swobodne oddychanie oraz przymocowanie pasami do specjalnego stelażu, który przytrzymywał go na miejscu.

4 lipca 2022 – Caves i Moray Garden

Kolejny dzień nurkowy. Tym razem dwa miejsca. Rano, po śniadaniu pakujemy sprzęt na samochody, które wiozą nas na południe. Po 20 minutach jazdy docieramy do rozległej plaży z rozłożonymi nad brzegiem morza, krytymi liśćmi palmowymi wiatami, gdzie można zamówić kawę, sok lub coś do jedzenia i przygotować się do nurkowania.

Caves to nie jaskinie, raczej kawerny, ogromne nawisy skalne, pod które można wpłynąć aby obserwować mieszkające w nich stworzenia.
To bardzo ciekawe nurkowanie. Sposób wejścia i wyjścia z wody różni się znacznie od wszystkich innych. Aby nurkowanie było możliwe do przeprowadzenia trzeba poczekać na przypływ. Wtedy woda podnosi się wystarczająco wysoko aby zrównać się półką skalną z której możemy wejść. Silniejsze falowanie też tutaj niestety nie pomaga, fale mogą rzucić nurkiem o skały. Przy odpowiednich warunkach stajemy na skraju skalnego występu ubrani w pełny sprzęt i wchodzimy do wody krokiem, uważając by fala nie uderzyła nami o jego krawędź.

Kiedy jesteśmy już w wodzie od razu zanurzamy się na 3 metry, gdzie czekamy na resztę grupy. Pod nami rozciąga się opadająca łagodnie połać białego piasku. Kierujemy się w prawo i w dół. Na około 5 metrach zaczyna się mniejsza z jaskiń. No i co? – powiecie. Dziura, po prostu dziura… No to włączcie latarki! Cała jaskinia wybucha barwami. Oglądamy leżące tam olbrzymie głazy, pokryte różnokolorowymi glonami, wokół nas kręcą się ławice kolorowych ryb. Wychodzimy na 7-8 metrach i płyniemy w lewo. Druga jaskinia jest większa i zaczyna się głębiej, na 12-13 metrach. Pod nawisem spotykamy wiele gatunków żyjących tam ryb, miękkie korale, ślimaki nagoskrzelne i inne stworzonka, kryjące się w tym miejscu przed drapieżnikami.

Po zwiedzeniu jaskiń kończymy nurkowanie robiąc safety stop tuż pod półką, z której wchodziliśmy do wody. Wynurzamy się po kolei. Wyjście z wody wymaga pewnej sprawności. Trzeba wybić się z płetw, dźwignąć na rękach i podciągnąć na półkę. Jeden po drugim wyskakujemy z wody i pakujemy sprzęt na samochód. Wracamy do reszty grupy czekającej na nas w knajpce nad Moray Garden. Tutaj robimy drugie tego dnia nurkowanie.

Moray Garden to istny koralowy ogród, z tysiącami ryb, murenami, żółwiami i ośmiornicami. Piękne miejsce do nurkowania zarówno dla zaawansowanych jak i początkujących nurków.

5 lipca 2022 – Islands i Eel Garden

Islands to przepiękny ogród rafowy.

Dotarcie w to miejsce wymaga podjechania pickupem aż do samego końca nadmorskiego deptaka. Tam kończy się droga, dalej jest już tylko pusta plaża oraz duża ale płytka laguna, pełna szkolących się kite surferów. Przed słońcem chroni nas betonowy parasol z niskim murkiem dookoła. Poza nim jest tylko posterunek straży i piasek. Sprzęt skręcamy w bazie i tak przygotowany pakujemy na samochód. Ubrani w pianki jedziemy na miejsce, gdzie jeden po drogim zakładamy nasz sprzęt prosto z samochodu. Czeka nas jeszcze około 100 metrów wędrówki w pełnym sprzęcie, z płetwami pod pachą po kamienistej płyciźnie zanim się zanurzymy. Nasz przewodnik idzie pierwszy. Po dłuższej chwili zatrzymuje się i pokazuje błękitną wyrwę w rafie. Tutaj zakładamy płetwy, maski i po kolei zanurzamy się w płytkiej jaskince, prowadzącej nas podwodnym tunelem do wyjścia na otwartą wodę. Wylot  znajduje się mniej więcej na 3 metrach.

Poza nią otwiera się przed nami widok na pagórkowate ogrody Islands. Nurkujemy pomiędzy porośniętymi koralowcami wzgórzami, czując się jak w labiryncie. Ilość kształtów, kolorów i otaczających nas gatunków morskich stworzeń przyprawia o zawrót głowy. Nie wiadomo w którą stronę patrzeć i jak to zrobić, żeby niczego nie przeoczyć. Chciałoby się mieć oczy dookoła głowy. Coś pięknego!

Twarde korale ogniste, rogate, gronowe, siatkowe i kuliste. Korale miękkie jak korkowce i kubełkowce. Rozgwiazdy, jeżowce, strzykwy, liliowce, gorgony i wężowidła, ślimaki, gąbki, ukwiały. Wśród nich uwijają się w jakichś własnych sprawach fletnice, iglicznie, najeżki, rozdymki, żółwie i drętwy. Na dnie czuwają ogończe, pośród rafy kryją się olbrzymie mureny, szkaradnice, skrzydlice i skorpeny. Swoich domków w ukwiałach dzielnie bronią żółto czarne błazenki, z pilnymi wiadomościami płyną gdzieś szybkie ostroboki i makrele, pasą się spokojnie papugoryby i latarniki. Parami spacerują wystrojone w kolory i wzory paletki. Wszystko to okraszone jest pływającymi w toni ławicami barrakud, hajduczków, lucjanów, barwen i innych. Nie sposób wymienić wszystkich gatunków, różnych barw i kształtów zamieszkujących ten podwodny raj. To jak wędrówka po lesie deszczowym.

Wychodzimy tą samą drogą, którą weszliśmy. W tunelu trzeba uważać na zamieszkujące w nim skrzydlice. Mogą oparzyć jadem. Na szczęście wszyscy mamy na sobie długie pianki, które chronią nas przed przypadkowym spotkaniem z morską fauną. Pickupem wracamy do bazy. Po 1,5 godzinnej przerwie planujemy kolejny wyjazd. Tym razem na cel bierzemy Eel Garden.

Eel Garden to miejsce jest ciekawe ze względu na występowanie tam węgorzy piaskowych. Są to bardzo płochliwe stworzenia. Podpływając cicho wzdłuż łachy piasku można zaobserwować wystające z niego czarne wężowe kształty, cienkie jak sznurówki. Przestraszone zbyt szybkim ruchem lub jakimś dźwiękiem szybko chowają się w norkach wykopanych w pokrywającym dno piasku. Oprócz węgorzyków możemy podziwiać również duże stada barrakud patrolujące często tą okolicę. Wzdłuż brzegu ciągnie się piękna, żywa rafa koralowa a na piasku występują ogromne korale stołowe.

6 lipca 2022 – Canyon

Kanion to kolejne wspaniałe miejsce do nurkowania w okolicach Dahab. O 8 rano pakujemy się na samochody i jedziemy w stronę Blue Hole. Pokonujemy mniej więcej 2/3 trasy i naszym oczom ukazuje się pusta, szeroka plaża.
Zaraz…
Przecież byliśmy tutaj niejeden raz i nad brzegiem morza rozłożone były wygodne, cieniste kafejki, w których serwowano jedzenie i napoje. Można tu było posiedzieć, odpocząć w cieniu między nurkowaniami. A teraz? Pusto. Samochody zatrzymują się nad brzegiem. Przewodnicy wyciągają maty i rozkładają na nich sprzęt nurkowy. Wszystko to w palącym słońcu. Nigdzie ani grama cienia. Co tu się stało?!

Okazuje się że jakiś czas temu na plażę wjechały buldożery i nie pytając nikogo o zdanie zmiotły wszystkie drewniane konstrukcje. Został piach i słońce. Z jakiego powodu? Nie wiem. Słyszałam kilka różnych wersji.
Na szczęście po drugiej stronie drogi ostały się kamienne zabudowania wśród których porobiono daszki z liści palmowych i posadzono drzewa. Można tam usiąść i skryć się przed słońcem. Zamawiamy soki, kawę i herbatę. Da się żyć.

Nasze pierwsze nurkowanie planujemy oczywiście w Kanionie. Grupa dziecięca pozostanie w bezpiecznej piaszczystej lagunie otoczonej rafą, reszta nurków popłynie przez wypłycenie w rafie, potem w lewo, aż do miejsca gdzie na 18 metrach otwiera się głębokie na 30 metrów wejście do Kanionu.
Opadamy niżej i niżej… Dno rozpadliny pokryte jest białym piaskiem a jej ściany porośnięte koralowcami. Widok zapiera dech w piersiach. Nad nami, gdzieś daleko w górze widać rozświetloną słońcem powierzchnię morza. Dookoła nas jasne ściany Kanionu zwężające się z jego biegiem w wąski, prawie zamknięty tunel, przez którego strop wpadają promienie słońca. Wokół pływają ławice czerwonych ryb. Pod nami biały jak mąka piasek. Magia.

Grupa Advanced zostaje w tym miejscu, nie wolno im popłynąć na większą głębokość. Nurkowie z uprawnieniami Deep mogą popłynąć wzdłuż kanionu aż do głębokości 40 metrów. Pozostaną tam zaledwie prze minutę, może dwie. Na tej głębokości bardzo szybko kończy się czas bezdekompresyjny. Trzeba się wypłycić. Dalsza droga w głąb rozpadliny dostępna jest jedynie dla nurków z uprawnieniami technicznymi. Drugie wyjście z rozpadliny otwiera się na 50 metrach. Podczas powrotu zgarniają grupę Advanced i wszyscy razem wynurzają się do wyjścia z Kanionu.

Przypominają mi się czasy kiedy w tym miejscu możliwe było nurkowanie nocne. Dawno temu. Obecnie nie ma takiej możliwości. Miejsce magiczne w ciągu dnia, w nocy zyskiwało status baśni z tysiąca jednej nocy.
Po dopłynięciu do rozpadliny naszym oczom ukazywał się oświetlony światłem księżyca piasek. Opadaliśmy na dno próbując przyzwyczaić oczy do otaczających nas ciemności. Światło latarek odkrywało jedynie niewielkie fragmenty skalnych ścian. Po dotarciu na dno zasłoniliśmy wszystkie światła. Cisza, ciemność… Czekamy… Nagle na całej ogromnej powierzchni ścian Kanionu, aż po sam szczyt zaczęły rozbłyskiwać miliony światełek. Jakieś fotoluminescencyjne żyjątka nocne opuszczały swoje kryjówki, zmylone panującą wokół nocą. Przestały się nas bać kiedy wyłączyliśmy światła. Nagle otoczył nas blask milionów maleńkich światełek. Po chwili zauważyłam że bąble, które wydycham z mojego automatu, powodują wzbudzenie fotoluminescencyjnego planktonu, Czułam się jak otoczona gwiazdami. Gwiazdy lśniły nad moją głową, widoczne w wąskim pasku nieba nad naszymi głowami, błyszczały na otaczających nas skalnych ścianach i mieniły się w naszym oddechu. Oddychałam gwiazdami!

Nurkowanie nocą w Kanionie zapamiętam do końca życia.
Szkoda że nie można tego powtórzyć. Obecnie nurkowanie nocne można zrobić jedynie na Lighthouse.

Rekordy

Kanion ma również swoją historię w rekordach. To tutaj w 2012 roku ustanowiła swój życiowy rekord i jednocześnie rekord Polski w nurkowaniu głębokim kobiet Ela Benducka, osiągając głębokość 191 metrów. Obecny rekord świata kobiet należy do Karen van den Oever z głębokością 236 metrów, osiągniętą w 2021 roku w RPA w jaskini Boesmansgat.

7 lipca 2022 – Blue Hole i The Bells

Jedno z najbardziej na świecie znanych miejsc nurkowych. Odkryte przez sławnego podróżnika i prekursora nurkowania ze sprzętem powietrznym Jacqesa Yvesa Cousteau w trakcie jego pierwszej wyprawy badawczej prowadzonej na Morzu Czerwonym w latach 1952/53. Jest to studnia w rafie, mierząca 60 metrów szerokości i głęboka na około 130 metrów. Na głębokości 56 metrów otwiera się ogromne, łukowate przejście, tzw. Arch, prowadzące na otwarte morze. Po drugiej stronie głębokość dna sięga nawet 400 metrów. Aby móc wpłynąć do środka Blue Hole łodzią Calypso, Cousteau użył dynamitu do do wysadzenia dziury w rafie koralowej otaczającej zapadlisko. Niezbyt to zgodne z dzisiejszym ekologicznym podejściem, jednak w ówczesnych czasach nikt nie zwracał uwagi, że takie działania niszczą bezpowrotnie środowisko naturalne. Niestety, za ową niefrasobliwość naszych przodków płacimy dzisiaj wysoką cenę. W ten właśnie sposób powstało tzw. Siodło, czyli przesmyk w rafie na głębokości około 5 metrów, umożliwiający nurkom rekreacyjnym wpłynięcie i wypłynięcie z Blue Hole bez konieczności wynurzania się do powierzchni. W tym miejscu najczęściej wykonywany jest safety stop czyli przystanek bezpieczeństwa po nurkowaniu rekreacyjnym z The Bells do Blue Hole przy zewnętrznej, pionowej ścianie rafy.

Blue Hole to także miejsce ulubione przez freediverów. Niejednokrotnie wisząc w pełnym sprzęcie na przystankach dekompresyjnych obserwowaliśmy z zazdrością lekkie i pełne wdzięku ruchy płynących w dół nurków swobodnych. W swoich długich płetwach lub w monopłetwie wyglądają pod wodą jak bawiące się w berka syreny. Dopływają przy linie zawieszonej w toni pośrodku studni do pożądanej przez siebie głębokości, machają nam, po czym rozpoczynają wynurzanie. Głębokości osiągane na bezdechu bywają naprawdę imponujące, często przekraczając znacznie 100 metrów. Rekord świata w pozostawianiu na bezdechu sięga 11 minut!
Nurkowanie na bezdechu jest prawdopodobnie równie stare jak sama ludzkość. Pierwsze takie nurkowania poparte odkryciami archeologicznymi datuje się na 140 tys. lat wstecz. Freediverkami są znane z czasów starożytnych i spotykane do dzisiaj Ama, czyli japońskie i koreańskie poławiaczki pereł.

Nurkowie rekreacyjni również kochają Blue Hole. Można tu zrobić dwie ciekawe trasy nie wymagające zejścia na duże głębokości. Pierwsza z nich wiedzie od miejsca zwanego The Bells przy pięknej, porośniętej rafą pionowej ścianie aż do Siodła w Blue Hole.

Żeby dotrzeć do wejścia w The Bells trzeba pokonać pieszo, w pełnym sprzęcie około 300 metrów. Nie jest to proste w palącym, pustynnym słońcu, dlatego warto wcześniej zmoczyć piankę i głowę zanim rozpoczniemy wędrówkę. Osoby nie mające odpowiedniej kondycji mogą za niewielką opłatą wynająć sobie tragarza, który zaniesie im sprzęt na miejsce. Jest to zdecydowanie wygodniejsza i bardziej bezpieczna opcja dla osób starszych lub dzieci. Piaszczysta ścieżka wiedzie nas wśród skał. Po jakichś 150 metrach docieramy do wysokiej ściany skalnej, na której wiszą tabliczki upamiętniające nurków, którzy stracili tu życie.

Tak, Blue Hole jest miejscem, które nie wybacza brawury i przekraczania własnych umiejętności i uprawnień. Niestety zarówno sam Blue Hole jak i rozsławiony na cały świat Arch kuszą wielu miłośników przygód do nieprzemyślanych i niebezpiecznych zachowań, które nierzadko kończą się w komorze dekompresyjnej lub co gorsza, przymocowaniem kolejnej tabliczki na ścianie pamięci.

Ścieżka prowadzi nas dalej, aż do oznaczonego dużymi głazami miejsca, gdzie rafa przyjmuje kształt wąskiej studni, otwartej na morze. Tutaj wchodzimy do wody i jeden po drugim w odstępie 15 sekund, zanurzamy się w toń. Lecimy w dół oglądając otaczające nas kolorowe głazy. Co chwila któryś z nurków uderza o nie butlą, która wydaje dźwięk przypominający dzwony „bim bom”. Już wiadomo skąd się wzięła nazwa tego miejsca. The Bells – Dzwony. Zatrzymujemy opadanie na głębokości, na którą pozwalają nam nasze uprawnienia. Juniorzy na 10 metrach, OWD na 20 m, nurkowie Advanced mogą spaść aż do 30 metrów i tam wypłynąć z Bellsów pod cienkim skalnym łukiem zawieszonym nad rafą. Taki mały, rekreacyjny Arch 😉

Za naszymi przewodnikami kierujemy się w prawo, delikatnie wypłycając się po drodze. Ta trasa daje nam niewiarygodne, wspaniałe uczucie całkowitego pokonania ziemskiej grawitacji. Lecimy na naszych podwodnych skrzydłach, pod sobą mając kilkusetmetrową głębię. Po prawej możemy podziwiać przepiękną ścianę porośniętą twardymi i miękkimi koralowcami we wszystkich kolorach tęczy. Pośród nich uwijają się miliony maleńkich kolorowych rybek. Po lewej otwiera się przed naszymi oczami wielki błękit. Niczym nieograniczona ciemnoniebieska przestrzeń od której aż kręci się w głowie a błędnik zaczyna lekko wariować. W toni możemy zaobserwować większe drapieżniki, nierzadkie są spotkania z ławicami srebrzystych barrakud lub ogromnymi tuńczykami. Gdzieś w oddali przepływają z wdziękiem orlenie a szczęśliwcy widzieli tutaj nawet delfiny. Powoli na coraz mniejszej głębokości docieramy do Siodła. Tam na 5 metrach robimy safety stop aby możliwie jak najbardziej oczyścić nasze tkanki z zalegającego w nich nadmiaru azotu. Po trzech minutach bezczynnego wiszenia wpływamy do środka Blue Hole. Nie zmieniając głębokości opływamy studnię przy ścianie. Tutaj też obserwujemy żyjące w niej koralowce, ryby i mureny. Pośrodku studni spuszczają się w głąb liny, przy których poruszają się pełne gracji sylwetki freediverów. Docieramy do małego kamienistego wyjścia. Wynurzamy się tuż przy naszej restauracji, gdzie po zdjęciu sprzętu możemy zamówić soki, kawę lub coś do jedzenia. Czeka nas 1,5 godziny wypoczynku przed kolejnym nurkowaniem.

Druga trasa, zakładająca już trochę płytsze nurkowanie wiedzie przez Blue Hole. Już nie trzeba maszerować daleko, wchodzimy do wody przy samej restauracji, w miejscu gdzie skończyliśmy nasze poprzednie nurkowanie. Tym razem opływamy Blue Hole po drugiej stronie i po przepłynięciu wypłycenia, po drugiej stronie rafy kierujemy się znów w prawo na miejsce zwane Coral Garden. Tutaj stok opada równie głęboko jednak o wiele bardziej łagodnie. Zanurzamy się max do 20 – 25 metrów aby obserwować podwodne życie. Poza rybkami żyjącymi pomiędzy koralowcami spotykamy tutaj ogromne mureny, pasące się spokojnie żółwie, ciekawskie, zmieniające barwy ośmiornice. Te ostatnie to moje ulubione podwodne stworzenia. Swoim wyglądem i sposobem poruszania nie przypominają żadnego innego zwierzęcia na świecie. Są jak obce organizmy, które przybyły do nas z kosmosu, z jakiejś innej planety.

Mają po trzy serca, doskonały wzrok, skórę przystosowaną do natychmiastowej zmiany barwy i nie mają żadnego szkieletu kostnego. Ich całe ciało zachowuje się i porusza jak jeden wielki mięsień. Dzięki temu są wyjątkowo gibkie. Nawet duże ośmiornice są w stanie przecisnąć się przez 2,5 cm otwór. Przemieszczają się chodząc po dnie lub systemem odrzutu. Mają otwór gębowy i silny dziób, widzą oczami a także skórą, która ma również możliwość rozpoznawania barw, doskonały zmysł smaku i dotyku. Są samotnikami. Łączą się w pary jedynie w celu prokreacji. Po zapłodnieniu i wydaniu na świat potomstwa oboje rodziców umiera. Są również bardzo inteligentne, mają stosunek mózgu do masy ciała większy nawet niż niektóre z kręgowców. Znane są opowieści o ośmiornicach dostających się do ładowni łodzi rybackich w celu podkradania złowionych krabów.

Bardzo polecam książkę „Inne umysły. Ośmiornice i prapoczątki świadomości” autorstwa Petera Godfreya-Smitha. To naprawdę fascynujące stworzenia!
Po nurkowaniu zbieramy sprzęt i pakujemy się do samochodów. Wracamy do miasta. Czas na jedzenie i odpoczynek. Wieczory kończą się zwykle nad hotelowym basenem.

Rekordy

Blue Hole to także miejsce znane z rekordów Guinnesa w nurkowaniu głębokim. Swoje rekordy bili tutaj Krzysztof Starnawski, który w 2011 roku zanurkował na 283 metry na obiegu zamkniętym a Nuno Gomes w latach 2004 i 2005 ustanowił rekordy na 270 i 318 metrów na obiegu otwartym. W 2014 roku ostatni rekord Nuno został pobity przez Egipcjanina – Ahmed Gabr zanurkował również na obiegu otwartym na głębokość 332,35 metra. Imponujące, prawda?

8 i 9 lipca 2022 – Wycieczki po Synaju
White & Color Canyon

Czas na dzień na brzegu. Przed lotem trzeba oczyścić tkanki z nadmiaru azotu, żeby w samolocie nie dostać choroby dekompresyjnej. Dla tego ostatni dzień przed wylotem spędzamy na odpoczynku, wycieczkach, shoppingu itp. Latem jest za gorąco żeby jechać na wycieczkę na pustynię, jednak w inne pory roku bardzo polecam wybrać się do białego i kolorowego kanionu. Czeka nas około 2 godzin jazdy jeepem pomiędzy górami. Każdy musi mieć ze sobą paszport, będziemy mijać kilka posterunków wojskowych, gdzie trzeba się będzie wylegitymować. Wreszcie wjeżdżamy na pustynię i po około 10 minutach zatrzymujemy się pośród piaskowych pagórków. Gdzie ten Kanion? Wysiadamy i okazuje się że stoimy tuż nad nim, tyle że na dół trzeba zejść na linach. Schodziłam tam już kilka razy. Da się przy odrobinie wysiłku i jakiej takiej sprawności fizycznej, bez połamania nóg, choć patrząc z góry nikt w to nie wierzy.

Dało się. Na dole zalegają cienie. Wokół białe skały, pod stopami biały piasek. Biały Kanion. Na piasku widać tropy zwierząt, kojotów, węży, skoczków pustynnych, skarabeuszy. Jeśli trafimy na dobrego przewodnika, opowie nam mnóstwo ciekawych rzeczy o tych tropach i zwyczajach zwierząt, które je zostawiają. Od czasu do czasu na dnie rosną zielone krzewy, czasem droga zatarasowana jest wielkimi głazami, na które trzeba się wspiąć aby móc iść dalej. Na wysokość ludzkiego wzrostu skały kanionu są ciemniejszej barwy. Tutaj jeszcze parę dni temu płynęła woda. Wystarczą krótkotrwałe opady deszczu, który w tych stronach zdarza się kilka razy w roku, żeby kanion zamienił się w rzekę. W czasie naszej wędrówki jedynym śladem po tym wydarzeniu jest ciemniejsza barwa skał i soczysta zieleń rosnących tam krzewów. Po około godzinie marszu przewodnik kieruje naszą grupę na pnącą się pod górę ścieżkę.

Wspinam się zlana potem i z niemałą zadyszką. Nie jest lekko. Przewodnik uśmiecha się do mnie „Pomieszkaj trochę na pustyni, szybko schudniesz i nabierzesz kondycji! Tutaj tłuszcz się nie utrzyma” Może to jest pomysł na wczasy odchudzające? 😉 Na górze zatrzymujemy się żeby odpocząć po trudnej wspinaczce i podziwiać otwierający się przed nami krajobraz. Dookoła pustynne góry, w dole kamienista dolina, poprzecinana cieniami i słońcem. Pięknie! Podchodzimy do czerwonej żyły w skale. Przewodnik dotyka palcami wilgotnej ściany i zostawia na moim czole pomarańczową kropkę. To ochra. Dalej przed nami rozpościera się oaza. Już z daleka widać zielone palmy i krzewy.

Zieleń jest bujna, soczysta. To przystanek w naszej wędrówce. Dotarliśmy do oazy. Bije tu źródło o nazwie Siboa, wymienione w Starym Testamencie. W oazie rozłożyła się beduińska wioska. Niskie chaty kryte liśćmi palmowymi. Pomiędzy nimi włóczą się kozy i koty. Obozu pilnują psy. Przepiękne smukłe charty śmigają dookoła obozu, jakby chciały wybiegać nadmiar energii. Mężczyźni zapraszają nas do wyłożonych dywanami i poduszkami wiat okolonych niskimi murkami. Częstują herbatą i beduińskim gulaszem z warzyw. Kobiet nigdzie nie widać. Dzieci kręcą się pomiędzy turystami próbując zarobić na sprzedaży bransoletek z koralików lub figurek z kolorowego alabastru. Odpoczywamy po trudach wędrówki i zbieramy siły na kolejną wycieczkę. Chwilę spacerujemy po osadzie, zaglądamy do niskiej, ciemnej jaskini, w której bije źródło Siboa.

Po godzinie zbieramy się i pakujemy do jeepów. Ruszamy w dalszą drogę. Czeka nas emocjonujący drift jeepami po pustynnych bezdrożach. Kierowcy chcąc pokazać swoje umiejętności niejednokrotnie wywołują entuzjastyczne okrzyki całej grupy. Czujemy się jak na roller coasterze! Krótki, obowiązkowy przystanek na pustyni w celu pokazania nam tzw. „mushroom stone” czyli skały w kształcie grzyba wystającej pomiędzy wzgórzami i jedziemy do Kolorowego Kanionu. Jest dużo mniejszy niż Biały, jednak wyjątkowo piękny. Otaczające nas skały przybierają najróżniejsze formy, kreśląc na ścianach kanionu przepiękne freski. Barwy mienią się w oczach. Od bieli, przez czerwień, pomarańcz, róż, żółć i wszystkie odcienie brązu. Otaczające nas cuda natury sprawiają że głowa kręci się prawie dookoła. Wycieczka zajmuje około pół godziny. Wsiadamy do samochodów i wracamy do Dahab. Zmęczeni ale pełni nowych wrażeń i bogatsi o kilkaset nowych zdjęć.

Pożegnaliśmy grupę nurków rekreacyjnych w piątek, późnym wieczorem. Na kolejny tydzień zostajemy tylko we trójkę, Olo, Przemek i ja. W sobotę po południu dołączy do nas Robert, zaawansowany nurek rekreacyjny. W nadchodzącym tygodniu zamierzamy nurkować technicznie, Olo chce rozpocząć swoje techniczne kursy a Robert jak maharadża będzie miał zapewnione nurkowania rekreacyjne sam na sam z Rabee. Dla nas to prawdziwe wakacje. Nareszcie możemy zaplanować nurkowania dla siebie. Zdarza się to rzadko, ponieważ najczęściej mamy pod opieką nurków rekreacyjnych.

Tydzień 2 – tec

Naszym mentorem i przewodnikiem w nurkowaniach technicznych będzie Zakaria El Sayed, Instruktor nurkowania technicznego i rekreacyjnego w PADI, TDI – SDI i CMAS z olbrzymim, wieloletnim doświadczeniem i wiedzą.

Spotykamy Zaka w niedzielę rano. Ten wysoki, szczupły mężczyzna z burzą szpakowatych włosów zebranych w kucyk na czubku głowy, bystrymi ciemnymi oczami błyszczącymi zza okularów z grubymi szkłami korekcyjnymi i szerokim, sympatycznym uśmiechem od razu wzbudza w nas zaufanie. Jest jednym z najbardziej doświadczonych nurków technicznych w Dahab.

10 lipca 2022 – Lighthouse

Nasze pierwsze nurkowanie z Zakiem planujemy oczywiście na Lighthouse. Musimy wzajemnie poznać się pod wodą i ocenić nasze umiejętności.

Nurkom zaawansowanym Lightohouse oferuje przepiękne widoki na większych głębokościach. Im schodzimy głębiej, tym mniejszą ilość nurków spotykamy. Na 40 metrach zostajemy sami. Cisza, błękit i tylko nasze oddechy zakłócają odwieczny spokój tego miejsca. Dno pokryte piaskiem porastają duże skupiska koralowców. Odwiedzamy ogromną murenę żyjącą w rafowej jaskince. Obok rosną dziwne zielone twory przypominające wystające z dna, pluszowe sprężyny. Mają z 5 metrów długości. Nigdy nie widziałam takich wielkich!

Dalej zauważam ciekawy koralowiec, wyglądający jak ogromny pofalowany talerz postawiony na wystającej z dna nóżce. To tzw elephant ear coral. Ucho od słonia 😉 Wracamy. Po drodze mijamy jeszcze wielką, starą gorgonię, otoczoną stelażem. Jest piękna i szkoda byłoby żeby jakiś nieostrożny nurek podpłynął zbyt blisko i ruchem płetwy uszkodził ten okaz. Powoli, pamiętając o deep stopach wynurzamy się na 21 metrów. Tam zmieniamy gaz na Nitrox 50 i kontynuujemy dekompresję. Kończymy nurkowanie mniej więcej w 50 minucie.

11 lipca 2022 – Canyon

W Kanionie można również zrobić nurkowanie techniczne. Trasa różni się od rekreacyjnej tym, że możemy przepłynąć wzdłuż cały kanion. Drugie wyjście znajduje się mniej więcej na 50 metrach. Poniżej 40 metra nie spotykamy już żadnych nurków, płyniemy pomiędzy coraz bardziej zwężającymi się skalnymi ścianami. Na samym końcu droga rozszerza się w jasną zatoczkę. Na wprost nas znajduje się otwór przez który widać błękit. Tędy możemy się wydostać na otwarte morze i zacząć się wypłycać ponad łagodnie opadającą rafą.

Podziwiamy bogactwo życia, powoli gubiąc czas dekompresji. Po 30 minutach spokojnego, podwodnego spaceru docieramy z powrotem do miejsca wejścia do Kanionu. Na około 18 metrach kręcą się już grupy nurków rekreacyjnych. Mijamy rafowe wzgórze sterczące jak drogowskaz nad wejściem do Kanionu. Wokół niego pływają miliony czerwonych rybek. Istna rybna zupa. Potem już tylko znana nam i wielokrotnie powtarzana droga przy rafie do piaszczystej laguny i kończymy. Całe nurkowanie z dekompresją trwało około 70 minut.

12 lipca 2022 – Abu Talha’s Canyon

Na świeżo, póki emocje we mnie nie ostygły. W tym miejscu byłam dzisiaj po raz pierwszy w życiu. Pierwszy, ale na pewno nie ostatni.
Znajduje się pomiędzy Kanionem a Blue Hole.
Zajechaliśmy pickupem na pustą plażę. Wokół żadnej wiaty, żadnej toalety, żadnego cienia. Nasz kierowca rozłożył tylko matę na której sklarowaliśmy sprzęt i ubraliśmy się w suche skafandry. Dlaczego suche?! – Dobre pytanie! Przecież woda ma 25 stopni a na słońcu temperatura dobiega 40. Otóż nurkując w twinsecie, nie wspominając już o dwóch dodatkowych stage’ach nie mamy możliwości zrzucenia balastu. Naszym awaryjnym systemem wypornościowym jest właśnie suchy skafander. Musimy go założyć na nurkowanie z systemem dwubutlowym. No chyba ze mamy dwa oddzielne worki wypornościowe w naszym skrzydle… Nie mamy. Zostaje suchy skafander.

Tak ubrani wnosimy do wody nasze stage i zostawiamy je w miejscu, gdzie zaczniemy się zanurzać. Podepniemy je do sprzętu tuż przed zanurzeniem, żeby przed nurkowaniem dekompresyjnym nie targać zbyt dużych ciężarów na raz. Wracamy do pickupa i zakładamy twinsety.
Ciężkie to jak diabli. Idziemy powoli po płyciźnie, uważając na dziury w rafie. Jeśli noga wpadnie nam do wyrwy z tym obciążeniem, złamie się jak zapałka. Powoli docieramy do miejsca, gdzie rafa pozwala na zanurzenie. Jeszcze szybka kontrola partnerska, przypinamy po dwa stage z gazami dekompresyjnymi i nareszcie możemy się zanurzyć. Jak lekko, jak spokojnie. Pochłania nas wielki błękit. Jesteśmy tu sami. To miejsce jest zbyt trudne dla początkujących nurków. Już samo wejście do wody wymaga uwagi i umiejętności. Pomalutku opadamy na większą głębokość płynąc cały czas nad bujną rafą. Mniej więcej na 40 metrach przepływamy nad prawdziwym uroczyskiem. Duża, głęboka niecka w rafie wypełniona jest snującym się po dnie oparem. To haloklina. Z gór, przez skały dociera tutaj słodka woda która pozostaje na dnie niecki nie mieszając się z cieplejszą słoną wodą u góry. Po raz pierwszy widziałam to zjawisko w Morzu Czerwonym.

Opadamy dalej. Około 45 metrów w dnie zaczyna się ogromna, głęboka rozpadlina. Kanion. Zanurzamy się pomiędzy skalnymi ścianami. Na brzegach tunelu witają nas piękne wachlarze wielkich gorgonii. Płyniemy nad piaszczystym dnem. Kanion wije się zakosami, przed naszymi oczami otwierają się co chwila nowe krajobrazy. Bajka! To nurkowanie w sumie trwało ponad 80 minut i na pewno będziemy chcieli je powtórzyć nie raz.

13 i 14 lipca 2022 – Blue Hole & Arch

W Blue Hole można także wykonać nurkowania techniczne. Wyjście ze studni przez Arch na otwarte morze jest marzeniem wielu nurków, jednak tylko ci z uprawnieniami do dekompresji mogą sobie pozwolić na przepłynięcie słynnego łuku. Mamy takie uprawnienia, więc sobie pozwalamy 😉 Schodzimy do wody bezpośrednio do Blue Hole. Po drodze będziemy musieli jeszcze pokonać tor przeszkód w postaci tłumu turystów, którzy obchodzą akurat jakieś święto i swoje dni wolne postanowili spędzić pływając z fajką po powierzchni Blue Hole. Stonka…

Po wejściu do wody podpinamy stage z gazami dekompresyjnymi i zanurzamy się w głąb studni. Nareszcie cisza. Spadamy na 40 metrów. Po drodze oglądamy przepiękną gorgonię, rozpinającą w toni różowo-czerwony wachlarz. Jest ogromna! W większości miejsc gorgonie rosną pionowo. Tutaj wachlarz jest rozpięty w poziomie. Zak tłumaczył nam, że taka nietypowa pozycja wynika z pojawiających się tutaj prądów. Niżej spotykamy duże skupiska czerwonych gąbek, wyglądających jak wielkie tuby wyrastające z dna. Zak wkłada do środka jednej z nich zapaloną latarkę. W efekcie cała tuba rozświetla się krwistą czerwienią. Wygląda jak zwariowany abażur. Docieramy na głębokość 50 metrów. Przed nami otwiera się olbrzymi łuk Archa. Ze stropu zwieszają się kolorowe miękkie koralowce. W tle widać ciemny błękit otwartego morza. Wpływamy pod łuk na głębokości 56 metrów.

W tym miejscu zanurkujemy dwa razy. Dzień po dniu. Nasze pierwsze nurkowanie prowadzi pod Arch, który opływamy dookoła po czym wracamy do Blue Hole gdzie odbywamy swoją dekompresję. Podczas drugiego nurkowania przepływamy przez Arch i wynurzamy się powoli po zewnętrznej ścianie rafy, docieramy do Siodła i płytkie przystanki dekompresyjne odbywamy już wewnątrz studni.

To nasze ostatnie nurkowania podczas tego pobytu w Dahab. Piątek poświęcimy na odpoczynek przed lotem.
Spędziliśmy w Dahab fantastyczne dwa tygodnie. Wracamy do domu szczęśliwi, pełni wigoru, napchani słońcem po kokardki. No i oczywiście planujemy tam wrócić. Jest tam jeszcze tyle miejsc do odwiedzenia!

Tekst: Anna Paszta
Zdjęcia z powierzchni: praca zbiorowa całej grupy
Zdjęcia spod wody: Anna i Przemek Paszta
Grupa rekreacyjna: Kasia, Kuba, Wojtek, Ziemek, Marcin, Olaf, Robert
Grupa Junior: Karolina, Milena, Igor, Filip, Maks
Asekuracja powierzchniowa: Ania i Robert
Grupa Tec: Ania, Przemek i Olo
Przewodnicy: Ahmed, Rabee, Zizo, Zak
Baza nurkowa: Planet Divers
Hotel: Planet Oasis
Restauracje w których jadaliśmy: Blue House, Nemo, Shark, Tea Garden

 

 

KOSZT:
Termin:
-
W CENĘ WLICZONE SĄ:
CENA NIE OBEJMUJE: